sobota, 7 grudnia 2013

Porównanie eyelinerów + nowa miłość :)

Cześć dziewczyny :)

Mam nadzieję, że pomimo tego co dzieje się za oknem dajecie rade.. Ja przetrwałam kryzysowe chwile w domu pod kołdrą i w przypływie refleksji wpadłam na pomysł porównania dwóch eyelinerów w żelu, w których posiadaniu jestem ;)

Właściwie od pół roku wierna byłam Inglotowi i sama nie wiem co mnie podkusiło do kupna nowego egzemplarza. Ale kobieta ciekawą istotą jest, więc obecnie testuję nowy nabytek... No i muszę przyznać, że tym razem stały związek wychodził mi jednak na dobre.


Wiem wiem, na pierwszy rzut oka nie widać różnicy - być może to też wina światła.


Jeśli chodzi o moje spostrzeżenia:
Inglot AMC:
+ ma większe opakowanie [5.5g]
+ ZAWSZE można go podratować duralinem [co do pierre rene nie próbowałam]
+ kolory <3 jestem="" nich="" p="" w="" zakochana="">
+ płynniej się rozprowadza
+ czerń jest dużo głębsza
+ stosunkowo łatwo dostępny

- szybko zasycha, przez co często trudno go rozetrzeć, lepiej zrobić to od razu.
- zdarza się, że odbija mi się na powiekach

Pierre Rene, Gel eyeliner
+ tani
+ niektórym może odpowiadać masełkowata konstystencja
+ uważam, że jest dobry do początkowej nauki kresek
+ łatwiej go rozetrzeć, nawet gdy minie już pare sekund od nałożenia

- czerń, to raczej b.ciemny grafit
- opakowanie trochę tandetne, choć to akurat kwestia gustu
- trudno dostępny (ja swój zamówiłam online na stronie producenta, b.szybka dostawa za co akurat +)


Podsumowując, nie skreślam Pierra, ale póki mam Inglota przyjemniej pracuje mi się z nim. Aczkolwiek znam osoby, którym nie podpasował on w ogóle - kwestia gustu :) Oba eyelinery nakładałam skośnym pędzelkiem Inglota.

Jednak moją prawdziwą udaną zdobyczą ostatnich dni sąąąą... szminki Sleeka :) 

Korzystając ostatnio z promocji w internetowych drogeriach na darmową dostawę, stwierdziłam, że wypróbuję dwa odcienie - kiedyś używałam więcej kosmetyków tej firmy i byłam zadowolona, dlaczego by nie spróbować.. a tu taaakie zaskoczenie :) 

Za ok.20zł dostałam piękną, mocno napigmentowaną, uroczo wyglądająca szminkę Sleeka. Bałam się, że zamawiając przez internet znowu nie trafię z kolorem, ale nie wiem czy w tym wypadku w ogóle istnieje opcja "nie trafienia koloru", bo wszystkie są boskie.. 


Ostatnio głównie przeparadowuję dumnie właśnie w tym kolorze, chociaż drugi jest równie uroczy.




Szminki są naprawdę trwałe, nie spływają mi poza kontur - wiadomo, że nie przetrzymają w stanie idealnym całego dnia, ale wczoraj O.M.G wytrwała ze mną nawet gruntowne sprzątanie mieszkania. I nadal prezentowała się bardzo dobrze ;) Serdecznie polecam, jeśli ktoś lubi odważne kolory, zapomina o poprawkach w ciągu dnia (jak ja :P) i nie chce przepłacać - z czystym sumieniem, p-o-l-e-c-a-m. 



Pozdrawiam Was dziewczynki, trzymajcie się ciepło :)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz